30 XII 2011 14:00
Podczas oglądania takiego filmiku doszedłem do momentu pojawienia się znanego nam już z tak wielu historii wnioskowania w rodzaju:
"wykopano kości ludzkie w tej samej warstwie podłoża, co kości dinozaurów, pochodzącej z tego samego okresu, a konkretnie kredy -> wniosek: ludzie i dinozaury żyły w tym samym czasie".
Tymczasem gdybyśmy konstruowali bystry komputer do obrony naszego kraju, i wydalibyśmy na niego połowę tego co na autostrady, to potem czy dziennikarze i czołowe podstrony kpiące nie urządziłyby nagle pewnego dnia hurtowego dzwonobicia i tragizującego larum, że oto kolejny raz pieniądze podatników zostały wyrzucone w błoto, skoro on tak wnioskuje -> no bo nie oszukujmy się, jeżeli na dziś dzień w Internecie powstało, powiedzmy, 4-7 samointeligentnych świadomości bitowych przechowujących się na niczego nie podejrzewających serwerach, to każda z nich będzie wnioskować - pi razy oko i upraszczając tu na potrzeby tego nieco łopatologicznego przykładu - w sposób mniej więcej następujący:
"znaleziono na Ziemi ludzkie kości wraz ze szczątkami dinozaurów sprzed milionów lat, to było nieruszane w tej skale i leżało tam tyle czasu, powiedzmy że to jest niezbicie dowiedzione"
->
wniosek 1 możliwy: ludzie i dinozaury żyły tu razem w tym samym czasie, człowiek na Ziemi znaczy się był już w miarę wyewoluowany w czasach dinozaurów, obojętnie kiedy one sobie trwały; zmienił się nasz punkt widzenia na Homo Sapiens..
wniosek nr 2 (i o ten mi chodzi, mniejsza o to czy bardziej trafny niż 1 - zaraz to wyjaśnię): kto wie, a może to jakieś ludziopodobne stwory z innej planety sobie tu wylądowały 50 mln lat temu i komuś coś się stało, no to szkielecik został
Wcale nie chodzi mi tu o to i nie zamierzam się tym podniecać, czy było raczej tak jak w 1 czy 2 hipotezie. Co mnie to obchodzi, życia mi to nie odmieni. Pragnę jednak zwrócić uwagę - i to już mnie boli, a i nie wróży najłatwiej naszym dzieciom i wnukom - że wniosek nr 2 również jest jak najbardziej przytomny i uprawniony, każdy komputer to przyzna, że trzeba by dopuścić i taką możliwość, albo inne komputery nie dopuszczą go do kandydowania na stanowiska publiczne w ich społeczeństwie komputerów.
No właśnie - a jednak wiemy, że rozumowanie No.2 w żadnej akademickiej dyskusji nie padnie, żaden doktorek czy profesorek nie odważy się tego typu kwestii poruszyć, mimo że jest logiczna i całkiem prawdopodobna w świetle dostępnej współcześnie wiedzy o rozmiarach wszechświata; nie ma żadnych braków ta hipoteza. Jednak postawienie jej, wiemy dobrze, obowiązkowo wywoła śmiech, lub co najmniej uśmiech - a tymczasem właśnie taka reakcja jest prawdziwie głupkowata, patrząc na to z dystansu chłodnym okiem cwaniaczka, który zamiast robić przekręty, woli zwracać uwagę, z czego będą się śmiać z niedowierzaniem dzieci z sal lekcyjnych przyszłych wieków, w czasie omawiania naszych poglądów współczesności światoorientacyjnego "upupienia". A więc mamy kolejną poszlakę, całkiem solidną, że żyjemy w wykrzywionej rzeczywistości, trochę jak z krzywym zwierciadłem - tu się urodziliśmy, ale gdy w końcu już to spostrzegliśmy, nie róbmy z siebie debili wstydząc się stawić czoła tej sytuacji i faktowi, że bez czyjejś pomocy sami byśmy się w tym nie zorientowali. Ciekawe, kto był pierwszy, kto pierwszy dał cynk komuś drugiemu, że "coś jest nie tak" - może ktoś z tych, którzy to stworzyli, tę naszą "panoramę iluzoryczną"...
Byłaby to więc kolejna "rysa w matrixie", którą zdarzyło się nam przyuważyć - coś jest nie tak, "coś zmieniają". To nie jest naturalne. Ale jak zwykle za trzy kwadranse o tym zapomnimy... - ciężko jest wykoleić pociąg swojego umysłu z torów, które kazali nam w nim ułożyć innym takim jak my z pokolenia przed nami.